Rosjanka przeprowadziła się do Polski. To ją najbardziej zaskoczyło. „Szok”
Liza już na etapie kończenia liceum wiedziała, że na studia chce wyjechać z obwodu królewieckiego. Zastanawiała się nad trzema kierunkami: Moskwą, Petersburgiem albo Unią Europejską.
— Moskwa nigdy mi się nie podobała. Wielka, tłoczna. W Petersburgu nikogo nie miałam. To było dla mnie obce miasto. Polska była logicznym wyborem. Znałam ją z wakacji, była bliżej domu. Poza tym nie podobała mi się sytuacja polityczna. Chciałam wyjechać z Rosji — mówi w książce „Z widokiem na Polskę. Sąsiedzi, kciuk Stalina, czeski dług i KGB”, której fragmenty cytuje Onet.
Rosjanka przeprowadziła się do Polski. To ją najbardziej zaskoczyło
Kobieta uczyła się języka polskiego w specjalnym studium dla obcokrajowców. Po roku w Łodzi dostała się na studia: finanse na Uniwersytecie Warszawskim. Rosjanka zapytana o to, co zaskoczyło ją w Polakach, odpowiedziała błyskawicznie: religia. Podzieliła się historią z jednej z niedziel w akademiku, w którym mieszkała ze współlokatorką z Polski.
– Budzę się i widzę, że ona już wstała i zaczyna się gdzieś szykować. Patrzę na zegarek: ósma. Mówię: coś ci się pomyliło, dzisiaj jest niedziela, a nie poniedziałek, przecież nie ma zajęć. A ona, że nie, nie pomyliła się. To dokąd się wybierasz? Do kościoła. Do kościoła? To był dla mnie szok. U nas w Kaliningradzie ludzie nie chodzą co tydzień do cerkwi, nawet ci starsi, bardziej religijni, modlą się raczej w domu. Do cerkwi się idzie na święta i tyle. Nie ma lekcji religii w szkołach. Jak ślub, to cywilny. Kościelny ludzie biorą może po kilku albo kilkunastu latach – mówi Liza.
Liza o stereotypach ws. Rosjan. „Pani nie obsługujemy”
Kobieta zabrała głos także w sprawie stereotypów. Jak przekazała, w Rosji funkcjonuje przekonanie, że Polacy nie darzą sympatią Rosjan. Liza opisała, czy odczuła na własnej skórze jakieś przejawy niechęci.
— Naprawdę trudno mi sobie przypomnieć jakieś złe sytuacje — mówi. — Okej, raz, jak przyjechaliśmy z rodzicami do Gdańska, ktoś próbował zniszczyć nasze rejestracje. To było po 2014 roku i aneksji Krymu. I potem kiedy już tutaj studiowałam i miałam samochód z Kaliningradu. Na strzeżonym parkingu na Mokotowie odmówili mi wykupienia abonamentu. Wskazali na moje numery i powiedzieli „pani nie obsługujemy”. Nie powiedzieli tego wprost, ale zrozumiałam, że chodzi o to, że jestem Rosjanką – analizuje kobieta.